Japońska kolonizacja nadchodzi
  • 21
  • gru

Japońska kolonizacja nadchodzi

Na początku grudnia Komisja Europejska ogłosiła, że „sukcesem” zakończyły się kilkuletnie negocjacje z Japonią i udało się wypracować zaakceptowany przez obie strony projekt porozumienia o wolnym handlu między UE a Japonią. Projekt ten, noszący mało medialną nazwę „EU-Japan EPA”, zostanie teraz dopracowany przez prawników i oddany do akceptacji państw członkowskich UE. Jest to kolejny po m.in. ACTA i CETA duży traktat o wolnym handlu, który Komisja Europejska negocjuje w imieniu całej Unii i bez udziału rządów narodowych.

Zakończenie negocjacji nad traktatem z Japonią nie zostało w Polsce prawie w ogóle zauważone – lakoniczne wzmianki o tym pojawiły się jedynie w (niektórych) portalach ekonomicznych i na stronie Ministerstwa Rozwoju. Polskie media koncentrowały się w tych dniach na zmianie premiera (co jest jeszcze zrozumiałe) i na kobiecie, która poślubiła żyrandol (co jest już trochę mniej zrozumiałe).

Tymczasem z perspektywy gospodarczej traktat z Japonią może być jednym z największych wydarzeń ostatnich lat – Japonia jest przecież (według wartości PKB) trzecią największą gospodarką świata, większą od Niemiec! Porozumienie przewiduje utworzenie japońsko-europejskiej strefy wolnego handlu. Co to oznacza w praktyce?

Najważniejszym postanowieniem traktatu jest niemal całkowite zniesienie ceł między UE a Japonią. W praktyce przełoży się to na obniżenie cen japońskich produktów w europejskich sklepach, i w drugą stronę – obniżenie cen towarów europejskich na rynku japońskim. To zaś oznacza dużo większą konkurencję dla naszego raczkującego zaawansowanego przemysłu. Branże, które przetrwały wejście do Unii Europejskiej i nierówną walkę z rozwiniętymi zachodnimi gospodarkami, teraz będą musiały zmierzyć się z być może jeszcze silniejszym przeciwnikiem.

Na tym jednak nie koniec. EPA przewiduje także wzajemne otwarcie się gospodarek europejskich i japońskich na inwestycje. W Polsce od lat największymi inwestorami są – oczywiście – kraje Zachodniej Europy i już to wystarczyło, by najbardziej wartościowe branże i firmy w kraju znalazły się całkowicie w zagranicznych rękach. Wpuszczenie na nasz rynek potężnego japońskiego kapitału oznacza ogromne zwiększenie presji na wykupienie wszystkiego, co w Polsce ma jakąkolwiek wartość – od ziemi i budynków po nieliczne rodzime innowacje.

Kto w Polsce może zyskać na traktacie z Japonią? Po pierwsze konsumenci, ponieważ ceny japońskich towarów (samochodów, elektroniki) mogą znacząco spaść. Po drugie rolnicy i przemysł spożywczy, dla którego otworzy się japoński rynek – duży i bardzo zainteresowany polską żywnością. Niestety, w obu wypadkach są to zyski krótkoterminowe. Bez zbudowania silnego, zaawansowanego przemysłu znajdującego się w rękach krajowego kapitału nie mamy szans na zdobycie jakiegokolwiek ekonomicznego i politycznego znaczenia.

Projektowany traktat o wolnym handlu z Japonią oznacza pogłębienie naszego kolonialnego statusu i zepchnięcie Polski do roli rynku zbytu, producenta taniej żywności i dostarczyciela siły roboczej. Niemcy czy Francuzi przetrwają konkurencję z Japończykami i zarobią na dostępie do japońskiego rynku – Polacy nie mają na to szans. Jakiekolwiek zaawansowane i innowacyjne polskie przedsiębiorstwo, nie mając ochrony celnej i dostępu do rodzimego kapitału, będzie skazane albo na porażkę w bezlitosnej konkurencji z dużo większymi przeciwnikami, albo zostanie po prostu szybko wykupione przez niemieckiego lub japońskiego inwestora.

Nasi politycy i dziennikarze wyraźnie tego nie rozumieją. Jeżeli już ktoś zabiera głos na temat EPA, to mówi głównie o korzyściach dla polskich rolników. Widać, że dla naszych elit politycznych temat handlu z Japonią jest odległy, abstrakcyjny i nikomu nie przychodzi do głowy, że może realnie wpłynąć na polską sytuację gospodarczą. Tak dla PiS, jak dla PO – unia celna z Japonią jest zupełnie obojętna. Po raz kolejny, tak samo jak przy ACTA i CETA, dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której polscy politycy nie zabiegają o polską rację stanu, a my możemy mieć jedynie nadzieję, że rząd któregoś innego kraju unijnego – działając we własnym interesie – zablokuje podpisanie lub ratyfikację traktatu. Tam, gdzie jest to rzeczywiście istotne, każdy polski rząd grzecznie podpisuje wszystkie unijne traktaty – i w tym aspekcie PiS jest jedynie nieco uczciwszą wersją Platformy.

NAJNOWSZE POSTY

Opodatkowanie sztuki i sztuka opodatkowywania

Nowy rok otworzył nowy rozdział w historii najpopularniejszego polskiego narzędzia do „optymalizowania” podatków, czyli umowy o dzieło z przeniesieniem praw autorskich.

Konstytucja Biznesu bez rewolucji

Od dawna zapowiadany przez Ministerstwo Rozwoju pakiet ustaw pod marketingową nazwą „Konstytucji Biznesu” został ostatnio uchwalony przez Sejm. Wielkie oczekiwania wobec Konstytucji Biznesu nabudowała charakterystyczna dla Mateusza Morawieckiego rewolucyjna retoryka, zgodnie z którą projekt ten ma jakoby odmienić oblicze polskiej gospodarki i przynieść jakieś nieokreślone, ale nadzwyczajne korzyści wszystkim przedsiębiorcom.

Polska w świecie 2017 - subiektywny przegląd

Rok 2017 należał do wielkich projektów międzynarodowych – tych głośnych, które nie schodziły z pierwszych stron gazet, ale też tych wprowadzanych dyskretnie i bez medialnej uwagi.

Ciężar biurokracji

Znajomy właściciel fundacji opowiedział mi ostatnio swoją przygodę, która wspaniale obrazuje, z jakimi biurokratycznymi absurdami musimy sobie radzić w naszym kraju.

Studium legislacyjnego chaosu

Temat ochrony praw zwierząt jest chyba najczęściej pojawiającym się zagadnieniem legislacyjnym w tej kadencji Sejmu. Kolejne projekty ustaw, wyroki, artykuły i deklaracje pojawiają się i znikają tak często, że można by się spodziewać, że po dwóch latach od wyborów każdy poseł będzie miał tę sprawę gruntownie przemyślaną, i lada dzień będziemy mogli się cieszyć najlepszą możliwą do wyobrażenia ustawą o ochronie praw zwierząt.