Pozorowana reforma sądownictwa
  • 30
  • wrz

Pozorowana reforma sądownictwa

W minionym tygodniu Prezydent przedstawił swoje inicjatywy ustawodawcze dotyczące sądownictwa. Temat reformy został w ten sposób na nowo otwarty, a relatywnie najwięcej emocji i dyskusji budzi prezydencka propozycja zmian w KRS. Jest to krótki akt prawny, dotyczący w zasadzie tylko jednej kwestii – procedury wyboru członków KRS. Nowelizacja zakłada, że wybór składu KRS na czteroletnią kadencję dokonywany będzie przez Sejm większością 3/5 głosów – czyli (w warunkach polskiej ordynacji wyborczej) wymagał będzie praktycznie zawsze porozumienia rządu i opozycji. Dopiero gdy tego porozumienia nie uda się osiągnąć, uruchomiony zostanie inny, „awaryjny” mechanizm wyboru – w pierwotnym projekcie członków KRS miał wówczas wybierać po prostu Prezydent. Koncepcja ta upadła jednak już po kilku dniach, ponieważ wymagała zmiany Konstytucji, co w realiach ostrego konfliktu politycznego byłoby zupełnie niemożliwe. Zamiast tego do projektu wprowadzono więc „awaryjny” mechanizm głosowania imiennego – zamiast głosować za lub przeciw całemu składowi KRS, każdy z posłów będzie mógł poprzeć tylko jednego kandydata. Piętnastu kandydatów, którzy otrzymają najwięcej głosów, zostanie członkami Krajowej Rady Sądownictwa. W praktyce mechanizm ten spowoduje więc, że poszczególne kluby poselskie będą wybierać „swoich” sędziów do KRS, w liczbie proporcjonalnej do wielkości klubu. Poparcie 30 posłów będzie gwarantować kandydatowi miejsce w KRS, tak więc w obecnym parlamencie np. PiS może podzielić swoich posłów między 7 lub 8 kandydatów, PO 4 lub 5, i tak dalej.

Niestety taki mechanizm „awaryjnego” wyboru samym faktem swojego istnienia podważa sens wprowadzania rozwiązania zasadniczego, czyli wyboru KRS sejmową większością 3/5 głosów. Mechanizm ten sprawia bowiem, że partii dysponującej większością parlamentarną zawsze będzie się opłacało zablokowanie porozumienia i zastosowanie mechanizmu głosowania imiennego. Z oczywistych przyczyn rozumowanie każdej aktualnej partii rządzącej podąży następującym torem: „po co mamy wypracowywać kompromis i uzgadniać skład KRS z przeciwnikami, skoro możemy sami obsadzić większość miejsc w KRS, i to sędziami swobodnie przez siebie wybranymi, a więc uzależnionymi od nas?”. Cały projekt ustawy stanowi dowód na to, że wszyscy zainteresowani – PiS, anty-PiS, Prezydent – rozumują w kategoriach „wojny plemion” i z góry zakładają, że wszelkie porozumienie jest niemożliwe. Większość kwalifikowana 3/5 jest umieszczona w ustawie, żeby dobrze wyglądała i żeby Prezydent mógł się przedstawić wyborcom jako mediator „ponad podziałami”. Natomiast ustanowienie mechanizmu „awaryjnego” świadczy o tym, że wszyscy uważają rzeczywisty kompromis za niemożliwy, i że wobec tego konieczne jest ustanowienie innego mechanizmu wyboru, który będzie działał w praktyce.

Tymczasem polska praktyka parlamentarna pokazuje, że osiągnięcie takiego porozumienia jest całkowicie możliwe – i bardzo pożyteczne dla naszego państwa. W sytuacjach, w których liderzy partii tradycyjnie mają obowiązek wypracować porozumienie, udaje im się to bez problemu – jak to ma miejsce na przykład przy wyborze Prezydium Sejmu (Marszałka i wicemarszałków) na początku kadencji, kiedy decyzje są podejmowane w drodze negocjacji między klubami, a następnie jednogłośnie przyjmowane przez ogół posłów. Nieraz zdarzało się, że kandydaci na sędziów Trybunału Konstytucyjnego uzyskiwali masowe poparcie całego Sejmu (np. w 2001 roku przy wybieraniu czterech sędziów TK wszyscy czterej zwycięscy kandydaci otrzymali pomiędzy 66% a 86%(!) głosów poselskich). Ponad 60% poselskiego poparcia otrzymał też prof. Andrzej Zoll jako kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich w 2000 roku; podobne przykłady można mnożyć.

Polska jest krajem, w którym przez długie wieki parlamenty szlacheckie uchwalały prawo w oparciu o zasadę jednomyślności, poprzez mozolne wypracowywanie rozwiązań akceptowanych przez wszystkich – i zasada ta bardzo długo świetnie się sprawdzała, zanim (dopiero w XVII wieku!) zaczęła działać na niekorzyść naszej państwowości jako pretekst do zrywania Sejmów. Prawda jest też taka, że politycy – a przynajmniej liderzy – są ludźmi racjonalnymi, a ostre konflikty między nimi odbywają się w dużej mierze „na pokaz”, na użytek widowni zebranej przed telewizorami. Żeby negocjacje odniosły skutek, trzeba jedynie zabrać kamery z pomieszczenia – i sprawić, że liderom partii będzie się opłacało wypracować kompromis.

I tu właśnie tkwi sedno problemu z istnieniem „awaryjnego” mechanizmu głosowania imiennego – sprawia on, że największej partii kompromis się zwyczajnie nie opłaca, i oczywiste jest, że wobec tego do kompromisu nigdy nie dojdzie. Gdyby ustawa nie dawała wyboru i nakazywała powołanie członków KRS większością 3/5 głosów, bez żadnych wyjątków – mało prawdopodobne, żeby kiedykolwiek Sejm miał problem z dokonaniem tego wyboru. Zawsze prędzej czy później znalazłby się kandydat akceptowalny dla wszystkich. Ale jeżeli prezydencka nowelizacja wejdzie w życie w obecnej formie, to mało prawdopodobne, aby kiedykolwiek zastosowano wybór członków KRS taką większością. Zamiast tego każdy klub będzie wolał obsadzić „swoje” stanowiska, przypadające mu w drodze arytmetycznego podziału, i w wielu wypadkach członkami KRS zostaną niestety partyjni aparatczycy w sędziowskich togach.

Zapraszam do lektury moich wcześniejszych artykułów na temat reformy sądownictwa:

https://medianarodowe.com/prawna-strona-taktyka-spalonych-sadow/

https://medianarodowe.com/krajobraz-po-wecie/

NAJNOWSZE POSTY

Opodatkowanie sztuki i sztuka opodatkowywania

Nowy rok otworzył nowy rozdział w historii najpopularniejszego polskiego narzędzia do „optymalizowania” podatków, czyli umowy o dzieło z przeniesieniem praw autorskich.

Konstytucja Biznesu bez rewolucji

Od dawna zapowiadany przez Ministerstwo Rozwoju pakiet ustaw pod marketingową nazwą „Konstytucji Biznesu” został ostatnio uchwalony przez Sejm. Wielkie oczekiwania wobec Konstytucji Biznesu nabudowała charakterystyczna dla Mateusza Morawieckiego rewolucyjna retoryka, zgodnie z którą projekt ten ma jakoby odmienić oblicze polskiej gospodarki i przynieść jakieś nieokreślone, ale nadzwyczajne korzyści wszystkim przedsiębiorcom.

Polska w świecie 2017 - subiektywny przegląd

Rok 2017 należał do wielkich projektów międzynarodowych – tych głośnych, które nie schodziły z pierwszych stron gazet, ale też tych wprowadzanych dyskretnie i bez medialnej uwagi.

Japońska kolonizacja nadchodzi

Na początku grudnia Komisja Europejska ogłosiła, że „sukcesem” zakończyły się kilkuletnie negocjacje z Japonią i udało się wypracować zaakceptowany przez obie strony projekt porozumienia o wolnym handlu między UE a Japonią.

Ciężar biurokracji

Znajomy właściciel fundacji opowiedział mi ostatnio swoją przygodę, która wspaniale obrazuje, z jakimi biurokratycznymi absurdami musimy sobie radzić w naszym kraju.